fbpx

Tetragon: z pasji dla dobrych książek historycznych

Roderyk. Opowieść o błędnym rycerzu

Jan M. Długosz

39,90 

Ilość

Dostępność
mała ilość
Wysyłka w
5 dni

Opis przedmiotu

Jan M. Długosz

Roderyk. Opowieść o błędnym rycerzu

Poznajmy zatem rycerza Roderyka

W dniach, w których rozpoczyna się nasza opowieść, rycerz Roderyk był już mężem w wieku co najmniej dojrzałym, o postawie dość tęgiej, ale nie brzuchatej. Głowy, osadzonej na potężnym karku, nie nosił wysoko, spoglądając raczej spode łba niż z wyższością, choć zwykle zmrużone oczy patrzyły na świat życzliwie. Inaczej niż wielcy panowie tamtych czasów, włosy miał krótkie, na czubku głowy wytarte od filcowej czapeczki, zakładanej pod żelazny hełm. Ruda broda zakrywała mu połowę twarzy.

Plecy Roderyk miał szerokie, ramiona silne jak u niedźwiedzia, a nogi grube i mocne. Podróżując, nawet w najgorętsze dni nie zdejmował kolczej koszuli, która jest, jak wiadomo, również niezawodnym środkiem przeciw nieczystości, a na nią zakładał skórzany albo lniany kaftan. Na hełmie nie miał klejnotu, a tarczę, z mocno potrzaskaną blachą, malował zawsze na biało. Białosiwy, jak mleko, był jego najwierniejszy towarzysz, większy nieco od zwykłego destriera bojowy ogier, zwany, z przyczyn których na razie nie wyjaśnimy, Peloponidesem.

Bez czytania człowiek niechybnie głupieje, a jeśli czytać nie umie lub nie chce, niech przynajmniej przebywa w towarzystwie tych, co tę szlachetną sztukę posiedli

Sama książka liczy sobie 262 strony zawarte w cudnej urody miękkiej okładce. Chwała ci Tetragonie, że nie jest to tomiszcze oprawione w ciężką i twardą jak żydowska stal z Merkawy obwolutę. Lekki styl wymaga lżejszej okładki. Opowieść Jana M. Długosza nosi podtytuł „o błędnym rycerzu”. Po jej lekturze musze przyznać, że dla mnie nie jest to tytuł trafiający do serca. Roderyk – główna postać – zdecydowanie nie jest błędnym rycerzem jakiego znamy choćby z Cervantesa. W tym przypadku przyimek „o” należałoby pisać łącznie, bo Roderyk to jest rycerz obłędny i to w tym naszym, współczesnym rozumieniu.

To wojownik krzepko dzierżący miecz, kopie i wszelkiego rodzaju inne uzbrojenie, któremu nieobce są i sztuki: walki, oracji, poezji i tęgiego picia. Przymioty sprawiające, nie tylko w średniowieczu, że rycerz, wojownik, żołnierz jest obłędnie wspaniały i godny bałwochwalczego niemalże uwielbienia. Roderyk mógłby zasiąść do jednego stołu z Wieniawą, a następnie radośnie trzaskać po „mordach i zadach” wrażych bolszewików. Co więcej  u mnie „na kompanii” odnalazłby się ten wyjątkowo trzeźwo myślący jak na błędnego rycerz. To raczej odpowiednik bohaterów współczesności – szlachetnych wojowników, którzy wiedzą jaką siłę posiadają i używają jej tylko w ostateczności, tylko do walki ze złem. Na pęczki takich herosów dostarcza nam popkultura amerykańska – rozmiłowana w opisywaniu złych, którzy skutecznie biją jeszcze gorszych od siebie. Zgodnie ze słotą zasadą prawego Semena Korczaszki: zło dobrem zwyciężaj, a żelazo jest dobre.

Roderyk. Opowieść o błędnym rycerzu, czerpiąca ze skarbnicy opowieści, pieśni, legend i historii średniowiecza

Opowieść o Roderyku czyta się lekko i przyjemnie. Autor obficie czerpie z niewyczerpanej skarbnicy średniowiecznych opowieści, pieśni i legend oraz – co jest bodajże najlepszą stroną książki – również historii. Autor wplata  jakby od niechcenia wątki historyczne. Mamy zatem groźnego pirata Eustachego Mnicha lub wikinga Bjorna Żelaznobokiego, którzy pozwalają Czytelnikowi  poznać kulturę średniowiecza i historię Europy Zachodniej. Obok rycerstwa Prowansji w książce pojawiają się też północni Italczycy, sefardyjscy Żydzi, a nawet postrach ciężkiej konnicy – szwajcarski piechur. J.M. Długosz napisał książkę zabawną lekką, ale i mądrą – co kilka stron można znaleźć zdania spokojnie mogące być dobrym życiowym credo:

targował się tak uparcie, że gdyby Spartiaci Leonidasa równie zawzięcie walczyli, jak on się o pieniądze wykłócał, to do tej pory by jeszcze Nieśmiertelni pod Termopilami stali (s. 217),bo po co odkładać na później to co można wypić już teraz (s. 168),bez czytania człowiek niechybnie głupieje, a jeśli czytać nie umie lub nie chce, niech przynajmniej przebywa w towarzystwie tych, co tę szlachetną sztukę posiedli i dzięki temu swój ciemny umysł oświeca (s. 143).

I cytaty te można mnożyć i mnożyć… Książka dla rozmiłowanych w średniowiecznej kulturze

 

Roderyk. Opowieść o błędnym rycerzu nie jest książką dla każdego. Trafi do gustów pań i panów oglądających „Królestwo niebieskie” Ridleya Scotta czy słuchających pieśni rycerskich Jacków Kowalskiego i Kaczmarskiego. Zatem osób, rozmiłowanych w średniowiecznej, ale nowocześnie przedstawianej kulturze. Bo mimo tego, że nieco między wierszami wyczytamy o stanie wiecznej wojny między możnymi i krzywdy maluczkich to dobroć Roderyka i jego kompanów – nawet gdy straż miejską w zad kopią – te ciemne strony przykrywa. I nie jest to zarzut, bo zarzutem dla opowieści (dla powieści historycznej już tak) to być nie może. To krytykom zaczadzonych religią „wieków ciemnoty i mroku” będzie ta konwencja raczej przeszkadzać. Jednak to już problem tych mruków, niszczycieli dobrej, średniowiecznej zabawy. Poza tym książka wymaga jednak od czytelnika przynajmniej podstawowej wiedzy o średniowieczu i jego kulturze. Niech każdy we własnym sumieniu zatem rozsądzi, czy jest wadą czy zaletą…

Podsumowując – Jan M. Długosz napisał książkę, którą czyta się przyjemnie i lekko, ale można też z niej wynieść coś więcej… i to coś jest już warte sięgnięcia po tę pozycję. Autorowi gratuluję więc udanego dzieła, a sobie życzę tak dobrodusznego i morderczo skutecznego w bitwie oraz uczcie Roderyka we własnej kompanii. I jeden oficer nawet przychodzi mi teraz do głowy…

Na podstawie recenzji Michała Przybylaka

 

 

Fragmenty

Współpracujemy

Chcesz otrzymywać informacje o promocjach książek. Zapisz się do Newslettera!